Blondynka wrzasnęła w kierunku cienia,przemieszczającego się po drzewach.Była sama,wszyscy ją opuścili,a ta zjawa jest tak blisko!Jej ręka gorączkowo zaczęła szukać różdżki,lecz ona również jest gdzie indziej.Robi krok do tyłu.
-Już mi nie uciekniesz!
Ku jej przerażeniu to coś przemówiło.Miało wysoki,lodowaty głos,a samo jego słuchanie wywoływało gęsią skórkę.
Zaczęła biec przed siebie,nie miała konkretnego celu,chciała tylko uciec.
Obejrzała się za siebie.W ciemności lśniły szkarłatne oczyska.Było za blisko,nie zdoła temu uciec.Momentalnie zwolniła,poczuła na ramieniu zimną dłoń.
W tej samej chwili się obudziła.Rozejrzała się wokoło,była bezpieczna.Leżała spokojnie w swoim Gryfońskim łóżku,a ten potwór to tylko wytwór jej chorej wyobraźni.
Chwyciła różdżkę.
-Lumos.
To co zobaczyła o mały włos nie wywołało u niej zawału serca.Na jej ręce widniał różowawy napis "proditorem".Spojrzała jeszcze raz,ale teraz go nie było.Jakby wsiąknął do środka.